Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Wojna Harta

W amerykańskim kinie dominuje kolorowy, pompatyczny patriotyzm i duma z bycia Amerykaninem, wszędzie zawsze nieustannie. Byłabym ignorantem, gdybym powiedziała że tyczy się to każdego filmu, byłabym hipokrytką, gdybym stwierdziła że “u nas tak nie ma”.

Czasem jednak pojawia się produkcja, która potrafi zachwycić i ukazać prawdziwe bohaterstwo. Nie mówię o przesadzie. Tej przesady jest pełno w obrazach zza oceanu. “Jeden samotny ojciec rodziny, wierny mąż pięknej blond żony, z dwiema córeczkami jak z obrazka i labradorem o nieprzeciętnej inteligencji ratuje świat z opresji machając wojowniczo amerykańską flagą” Należy zauważyć, że jak ląduje na ziemi UFO…to zawsze w Stanach, najczęściej w bliskiej okolicy Liberty Island. Jak ma spaść na ziemię meteoryt…to oczywiście walnie gdzieś w bliskiej okolicy Pentagonu. W każdym przypadku Amerykański rząd organizuje mobilizację, zakrojoną na ogromną skalę heroiczną akcję, wydając dyspozycje ponad 150 światowym krajom, albo i nie licząc się z ich opinią, jeden naukowiec dwutorowo ratuje swoją bezcenną rodzinę i przy okazji cały Glob.wojna-harta

Wymienione wyżej scenariusze wywołują nie tyle podziw dla heroizmu, nie tyle szacunek dla dumnego poniekąd narodu, ale raczej znużenie i śmiech. Zdarzają się jednak produkcje, traktujące o patosie United State Of America, które ogląda się zaskakująco dobrze. Potrafią one wywołać uczucia, które z takim uporem chce uzyskać co drugi słabawy scenariusz. Takim filmem z podobnej kategorii tematycznej, był Szeregowiec Ryan i takim filmem jest Wojna Hart’a.

Filmy wojenne nie mają w kobiecej filmotece swojej specjalnie przygotowanej “półeczki”, są raczej nudne, pełne przemocy, pozbawione sensu. Wojna dla kobiety takiej jak ja, to zabawa dużych chłopców w zdobywanie władzy i wpływów, szukanie rynku zbytu dla wyprodukowanej broni, i doskonały interes. Za cenę ludzkich tragedii, za cenę cierpienia krwi i wszechogarniającego chaosu. Jednym słowem niepotrzebne zło.

Wojna Harta, to jednak jeden z tych filmów, w których wydarzenia historyczne związane z II Wojną Światową, schodzą lekko na dalszy plan. Scenariusz oparty jest bowiem, na małej wojnie rozgrywającej się w jenieckim obozie, do którego trafiają Amerykańscy żołnierze. Tutaj ujawnia się właśnie ten ewenement Amerykanów. W tym obozie, w tych realiach. Umiejętność jawnego przyznania się do swoich słabości, i popełnianych w przeszłości błędów, połączona, wręcz zrównoważona stałym niezmiennym i stalowym bohaterstwem żołnierza amerykańskiego.

Bruce Willis znany z wielu wspaniałych ról, tym razem wciela się w postać Amerykańskiego pułkownika, trafiającego do obozu jenieckiego. Postać ta jest na tyle skomplikowana, na tyle rozbudowana, że nie sposób chwilami odgadnąć intencji pułkownika McNamary. Jawi się on nam jako oschły, posiadający posłuch wśród swoich ludzi człowiek, o niesamowicie spokojnej naturze. Opanowany i metodyczny. Nie do końca można początkowo przypiąć mu jakąkolwiek łatkę, i tak zostaje aż do ostatnich klatek filmu. Nie wiemy, czy jest jak większość rasistą, czy kieruje się tchórzostwem, czy bohaterstwem. Czy ma dobre, czy złe intencje.

Do tego samego obozu, trafia syn senatora (Collin Farrell), dla którego wojna oznacza papierki i mapki w sztabie. Podczas rutynowego patrolu, zostaje złapany, poddany szeregowi przesłuchań mających na celu wyciągnięcie od niego informacji, na temat lokalizacji punktów z paliwem. Po czym w wagonie towarowym, wraz z innymi więźniami trafia za kolczasty drut. Młody, nie przyzwyczajony do przemocy porucznik, od początku zasługuje na niechęć pułkownika, który podejrzewa go o zdradę. Nie ma prawa przebywać w bloku dla oficerów, zostaje zakwaterowany w budynku dla szeregowych. Początkowo zdobywa ich sympatię. Szybko jednak się to zmienia, kiedy do obozu trafia dwóch czarnoskórych pilotów w stopniach oficerskich.

W latach 40tych XIX wieku, rasizm nie jest nowością. Pomimo tragicznej sytuacji, w jakiej znajdują się Amerykanie, uprzedzenia rasowe są tak silne, że nie pozwalają żołnierzom na oddawanie należnych oficerom honorów. Represje rasowe mają miejsce nawet tu. Sytuacja zaostrza się, kiedy jeden z czarnoskórych jeńców zostaje oskarżony o posiadanie noża. Wyciągnięty siłą z baraku, bez większego problemu zostaje rozstrzelany przez nazistów. Rzeczone narzędzie, podrzucone zostało młodemu pilotowi przez białego szeregowego, handlującego z kapo, nielubianego ogólnie rasistę.

Biały handlarz ginie, przy jego ciele znajdują drugiego z dwóch nowo przybyłych pilotów. Pułkownik McNamara organizuje pokazowy proces lotnika, w którym obrońcą ma być syn senatora. Dlaczego pokazowy? Ma być jedynie przykrywką dla działań Pułkownika. Pochodzący w walecznej rodziny żołnierz nie może się pogodzić z faktem, iż nie ma go na froncie. Wie, że wojna na niego nie poczeka, i planuje ucieczkę z obozu. Takie przynajmniej początkowo wnioski, może wysnuć widz….

Proces jest z góry skazany na niepowodzenie, a wyrok jasny i klarowny. Niemniej wydarzenia jakie mają miejsce podczas procesu, i krótko po jego zakończeniu, wprowadziły mnie w szok. Uwielbiam filmy w których prawdziwe intencje bohaterów, wychodzą na jaw dopiero podczas ostatnich ujęć. Uwielbiam filmy, w których po końcowych napisach długo siedzę zastanawiając się nad tym, dlaczego sama wcześniej nie wpadłam na takie zakończenie!! Po raz trzeci uwielbiam filmy, w których rozczarowuję się miło. Wojna Harta z pełną odpowiedzialnością zasługuje na miano takiego filmu. Filmu traktującego o prawdziwym bohaterstwie, o poczuciu obowiązku, honorze i oddaniu.

Nie takim fałszywym, nie pseudo, nie pozbawionym głębszego wydźwięku jak to się często zdarza w amerykańskich filmach. Ale o prawdziwych problemach, prawdziwych emocjach i prawdziwej małej wojnie. Bardzo mnie zaskoczył ten obraz. Obraz, którego głównego meritum nie zamierzam zdradzać, zachęcając tym samym do obejrzenia. Obraz ,w którym Bruce Willis, choć nie powalający, pokazał kawał dobrego aktorstwa. Obraz, w którym lekko dziewczęcy i za ładny Collin Farrell stanął na wysokości zadania. Film, w którym nie przeciągnięto struny bohaterstwa, a nadano mu estetyczne i zaskakująco łagodne oblicze.

Po obejrzeniu Wojny Harta nasunęły mi się jedyne słuszne wnioski dotyczące kina Hollywoodzkiego. Nie trzeba od razu ratować całego świata, wygrywać całej wojny, uwalniać wszystkich ciemiężonych, zmieniać biegu wszystkich rzek i wydarzeń historycznych, aby zasłużyć sobie na miano człowieka honoru. Ten jeden raz, w tym filmie udało się to naprawdę pięknie uwidocznić.

http://www.do.org.pl/wojna-harta/

habdank habdank

Fajnie by było tą notkę podpiąć do filmu (powiązane filmy) ;)

.

michuk michuk

Powiązałem. I zrobiłem notką dnia, bo to bardzo dobry tekst :)

.

dasm dasm

Bardzo dobra recenzja. Zachęciłaś mnie do obejrzenia filmu ;)
Jednak dwie uwagi: II Wojna Światowa była w wieku XX, a nie jak piszesz XIX oraz United State(S) of America -- na końcu musi być 's'.

Pzdr i dodaję do must see :D

.

koyanisqatsi koyanisqatsi

ale jaja sprawdzałam tekst dwa razy i nie zauważyłam takich strasznych byków! przepraszam...w następnej recenzji się poprawię:)

.

tremor tremor

"Takim filmem z podobnej kategorii tematycznej, był Szeregowiec Ryan"

Mnie tam przy oglądaniu "Szeregowca" zemdliło od patosu.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook